2004-05-11 18:47:13 >>

Fragment.



Czego boją się niegrzeczne dzieci po zmroku?

Tego dnia prawie wszyscy opuścili willę Vandom’ów. Livia i bliźniaki powędrowali do Zamku Chris’a ( bo odczuła ogromną potrzebę poplotkowania, a rachunki telefoniczne ledwo dawały się spłacić ). Martin, Max i Alan pojechali na zimowiska – trzy różne bo się pokłócili. I w ten oto sposób w willi zostały tylko trzy osoby. Trzy osoby, które przez prawie dwa tygodnie będą zmuszone do przebywania ze sobą. Valdo (Tom), Alex i Glizda ( Imię sługi ).
Valdo i Alex siedzieli przy stole zajadając się obiadem, trochę niesmacznym, gdy do stołu dosiadła się Glizda.
- Co on robi? – spytała Alex
- Je z nami przy stole – odpowiedział jej brat
- To sługa...
- I?
- I dlaczego je z nami?
- Bo mu pozwoliłem...
- Dlaczego?
- Bo lubię robić dobre uczynki – odpowiedział jej
- Te twoje dobre uczynki odbijają się na moim zdrowiu!
Sługa został w końcu przy stole
- Ja nie mogę oglądać telewizji po jedenastej – mruczała Alex do siebie- Ale... on może... Ja nie mogę wracać po dziesiątej... On może... Ale zrobić sobie krzywdę mogę... Bo komu to szkodzi...
- Co tam mruczysz?- spytał Valdo
- A to, że jak podbiję świat to cię dopadnę !

* * *

Szedł długim korytarzem (Valdo)... Zaraz dojdzie do tych ślicznych, pozłacanych drzwi... Zaraz położy dłoń na klamce i dowie się co skrywają, z napisem nie do odczytania. Położył dłoń na złotej klamce w kształcie głowy węża. Drzwi otworzyły się, a za nimi ukazał się mokry i wilgotny korytarz... Był trochę obskurny... w zasadzie ohydny. Z sufitu skapywała jakaś czerwona ciecz, a w całym korytarzu odbijało się echo „Dopadnę cię”
Głos, który wypowiadał słowa brzmiał bardzo znajomo... nawet bardzo... Valdo starał się przypomnieć sobie jak miło było gdy Alex przynosiła mu do łóżka śniadanie i herbatę i inne rzeczy (ze strachu). Alex czasem potrafiła się go słuchać i to go pocieszało w smutnym korytarzu.
Poczuł na ręce czerwoną maź, która właśnie skapnęła z sufitu. Doszedł do wniosku, że tą cieczą jest krew. Nie przejmując się tym, szedł dalej czując jak kropelki krwi spadają na jego szatę.
Korytarz oświetlany był przez posągi sięgające mu do pasa, posągi mocharów – zwierząt magicznych niezwykle rzadkich. Były one czarne z błyszczącymi, zielonymi znakami na ciele. O oczach czerwonych świecących w ciemności na złoto. Posągi wyglądały realistycznie i Valdo miał wrażenie, że zaraz rzucą się na niego i jego krew popłynie korytarzem i tak pełnym krwi. Jego kroki zagłuszało echo słów „dopadnę cię”. Im dłużej szedł przed siebie tym więcej mocharów się pojawiał. „Dopadnę cię” stawało się coraz głośniejsze i po pewnym czasie Valdo chciał sobie zatkać uszy. Usłyszał inne kroki... Ktoś biegł i dobiegł do NIEGO?!?!?!?! Poczuł jak ręce tego czegoś, biegnącego, chwytają go za ramiona. Starał się nie odwracać.
- Tom? – Przemówiła ta osoba, Valdo znał ten głos.
- Tovia? (starsza siostra Alex)
- Tak.
Valdo odwrócił się. Za nim w szacie stała Tovia z krwią z sufitu na twarzy.
- Co ty tu robisz? – spytał zaskoczony
- A ty? – odpowiedziała pytaniem
- Zwiedzam...
- Ja też.
- A tak na serio to szukam Alex.
- Ja też.
- TOVIA!
- Co?!
- To co ty tu robisz?
- Szukam Alex... Strasznie tu...
Valdo zachował milczenie. On się nie boi. Znajdzie Alex i złoi ją za szlajanie się..
- A dlaczego jej szukasz?- spytała Tovia
- Bo mi się nudzi... zamknij się, bo nie słyszę własnych myśli!
- Znalazł się Mr. Mądry... Tak na serio to szukam ciebie.
Valdo spojrzał na nią ze zdziwieniem. On nigdy nie zrozumie swoich sióstr.
- A po co?
- Chris chciał ci przekazać, że zamyka gdzieś tu Ankę, gdy ta ma problemy z transformacją.... Mogę ci zadać pytanie? – spytała na koniec
- Możesz – odpowiedział łaskawie
- Dlaczego jest tu tak dużo mocharów?
Valdo spojrzał na nią tak, żeby wiedziała, że ma nie zadawać głupich pytań.
- Nie wiem – przyznał
Doszli do pięciu różnych drzwi. Złotych, srebrnych, zielonych, czerwonych i granatowych.
- Które? – spytał
- Zielone, Alex wybrałaby zielone.
- A ja sądzę, że złote.
- Zielone!
- Złote!
- Zielone!
- Złote!
- Zielone zawsze wygrywają!
- Złote! Koniec, kropka!
Sięgnął po klamkę w kształcie głowy mochara.
Za drzwiami pojawił się potwór. Może nie potwór, ale z całą pewnością Anka z problemem. Tylnie łapy i tułów należał do dinozaura... jakiego... nie wiadomo. Skrzydła i ogon do smoka, a przednie łapy do pająka, a głowa, a głowa była głową Anki.
Valdo myślał, że się posika ze śmiechu.. Tovia natomiast z powagą patrzyła na to coś przed nimi.
- Przecież ona nas w ogóle nie zauważyła! – śmiał się Valdo nie wiadomo z czego
I nagle z gardła Anki wydobył się ogromny ryk. Valdo stanął przerażony i wyprostowany. Tovia wybiegła z pomieszczenia, a za nią jej brat. Zamknęła drzwi i wbiegli do pomieszczenia za srebrnymi drzwiami.
- Wybrałaby złote, tak?
Valdo nie odpowiedział na to poniżające pytanie.
Pomieszczenie byłoby puste gdyby nie posągi mocharów. Przysłuchali się jak Anka wydostaje się na korytarz. Tovia poczuła, że coś ją gryzie w nogawkę od spodni. Spojrzała w dół... Mały mocharek bawił się jej nogawką.
- Jaki fajny! - zachwyciła się
Tom wyłapał jak w ciemności pojawiają się złote błyski. Brat pociągnął siostrę i wyszli z pokoju za srebrnymi drzwiami , a weszli do tego za zielonymi.
Tutaj korytarz oświetlały posągi węży.
- To było potwo....
- Daruj sobie.
Ponownie ruszyli przed siebie... „Dopadnę cię” było jeszcze głośniejsze i osoba, która je wypowiadała zaczynała je lekko wyśpiewywać.

Dopadnę cię
I rozgniotę jak ćmę
Będziesz odwiedzał ludzi zmarłych
Będziesz się włóczył w świecie umarłych
Valdo zarejestrował, że krew już nie kapie z sufitu.
- Ty też to słyszysz?
- Co? – spytała Tovia
- No.... Tę piosenkę...!
- Jaką piosenkę?
- No.... ona idzie jakoś tak... – i w tym momencie zanucił, Tovia spojrzała na niego jak na idiotę
- Nie... nie słyszę!
Valdzio zaczynał się bać. Dlaczego tylko on to słyszy? Spojrzał przed siebie...I znów usłyszał piosenkę, tylko inną....

A gdy przyjdzie... zabijemy go.... A jego krew spłynie korytarzami.....Zginie, zapłaci za tyle śmierci... Wreszcie....

A może tylko on ma takie problemy, że słyszy głosy? A jeśli jest śmiertelnie zagrożony? Czyj głos słyszał? Co za idiota śmiał spiskować przeciwko niemu?

Gdy dopaść zbója chcesz
Bardzo się śpiesz!
Bo nasz Valdzio będzie martwy
Nie będzie z Ministrem grać w karty.

I znów pojawiło się echo „Dopadnę cię” przerywane ich krokami.
- Boję się, strasznie tu cicho – mruknęła Tovia
Valdo milczał, pójdą dalej i znajdą Alex, a w razie ataku będą się bronić, a on jest dobry w te klocki.
Stanęli przed olbrzymimi drzwiami z drewna, na których widniała płaskorzeźba... Wielki wąż... Tom bez większych oporów otworzył drzwi. Pomieszczenie było ogromne i wysokie... A na samym środku stała Anka... Ubrana normalnie i wyglądała jak człowiek. Uśmiechnęła się do cioci i wujka.
- Czegoś szukacie? – spytała życzliwie
- Alex – mruknął Valdo, a Tovia mrugnęła do Anki

DOPADŁAM CIĘ JUŻ PRAWIE!

Odbijało się echo, ale głos nie należał do Anki, ona kroczyła w ich stronę nucąc „Hit That” I nagle zmieniła się w czerwonego smoka... Jej ogon omiótł podłogę, a Anka z morderczym szaleństwem w oczach spojrzała z góry na swoje dwie ofiary. Zionęła ogniem w ich stronę. Anka nie dawała za wygraną, rwała się jak wściekła machając ogonem na prawo i na lewo, zionąc ogniem bez sensu. Gdy wszyscy usłyszeli łupanie, Anka się uspokoiła. Do sali wszedł ów potwór którego widzieli za złotymi drzwiami. Valdo już nic nie rozumiał. Anka się rozdwoiła? Raczej nie. Oba potwory patrzyły na siebie wrogo po czym rzuciły się na siebie. Rodzeństwa to jakoś nie interesowało. Interesowały ich drzwi za ogonem jednej z Anek. Otworzyli je i wbiegli do następnego pomieszczenia
- Narzędzia tortur! – krzyknął z zachwytem i podnieceniem Valdo
Tovia nie rozumiała okrzyku radości.
- A jeśli to dla nas? – spytała sceptycznie, a uśmiech spełzł z twarzy jej brata.
- Nie pomyślałem.. A może gdzieś tutaj jest Alex?
- Taaaaa... Jasne! I bawi się w chowanego!
- Możesz przestać?
- Ja tylko stwierdzam, że tu jej nie ma, bo jest za cicho. Idziemy dalej?
- Gdzie dalej... Tu jest zamknięte pomieszcz... – urwał, widzą jak Tovia otwiera drzwi – Tak... idziemy dalej...
Tym razem byli w jakimś bardzo dziwnym pokoju. Ściany były obwieszone zdjęciami i portretami. Osób z rodziny... Na niektórych obrazach członkowie rodziny byli pocięci, rozjechani, poszatkowani. Natomiast w niektóre obrazy powbijane były noże.
- O! Patrz! – zawołała Tovia –Mój obraz!
Tovia uśmiechnęła się.
- AAAAAAAAAAA! -
Tovia odwróciła się i spojrzała na Valdo, który pisnął na widok swojego obrazu....
- Co piszczysz? – spytała i podeszła do Valdo.
- Na tym obrazie jestem... jestem sałatką – załkał - Widzisz? Tu jest moje oko... palec, ręka, noga, paznokieć... Jestem wymieszany z pomidorem i marchewką.... Nie lubię tego połączenia! Kto to malował?
- Widziałeś obraz Alex?
- Szukałem... nie ma! Marchewka i pomidor! Kto by to jadł!
- Chodź już!
Pociągnęła go za rękaw i weszli do następnego pomieszczenia. Przy ścianach siedzieli zaklinacze węży, a kobry królewskie poruszały się elegancko. Zaklinacze mieli zawiązane oczy jakimiś szmatami przypominającymi papier toaletowy o kolorze fioletowym.
- Marchewka i pomidor! Phi!
- Możesz przestać?
- Ale to była marchewka i pomidor! Ja rozumiem... Kiwi i pomarańcz, ale marchewka i pomidor?
Tovia nie mogła tego słuchać. Przeszła do następnego pomieszczenia. Valdo niezadowolony z tego, że ktoś nie pozwolił mu wyrazić swojej opinii na temat sałatek. Ruszył w milczeniu za siostrą.
I nagle coś wyskoczyło z ciemności. Z początku buło to coś dziwnego, ale potem okazało się, że była to tylko wściekła Livia (żona Valdzia). W zębach trzymała zdechłego kota.
- Kochanie.... Coś ci się stało? – spytał
Livia odpowiedziała mu tylko warknięciem, bardzo agresywnym.
- Zmywajmy się – mruknęła Tovia i ruszyła w kierunku drzwi.
- Spokojnie – uspokoił ją i zwrócił się do Livii – Ile chcą za tą pomadkę i tusz do rzęs?
Livia wypuściła kota i mruknęła cos w stylu:
- Szamiko....
Valdo wyciągnął portfel, a z niego 100 koron.(To się nazywa zrozumienie między ludźmi) Wręczył je żonie, która po chwili skakała z radości.
Potem rodzeństwo ruszyło przed siebie czyli do następnego pomieszczenia, gdzie znajdowała się arena z namalowanym Pokeballem na środku. Po chwili pojawił się Chris i Jagang.
- Idź Psyduck! – krzyknął Jagang
- Idź Ariados! – wywołał Chris
- Psyduck! Wodny atak! – rozkazał Jagang, ale kaczka tylko beknęła
- Trujący atak! – pająk Chris’a rzucił się na kaczkę, która biegała w kółko
- Pokemony! - mruknęła z nutką podniecenia Tovia
- Najlepsze są walki – dodał podniecony Valdo
Spojrzeli na Jaganga, który wywołał teraz Arbok’a, a Chris zawrócił Ariadosa i wywołał Charizarda
- Nudne- mruknął Valdo widząc jak wąż ucieka przed smokiem.
- Mnie się podoba.
- Ja wolę sam walczyć niż się przyglądać.
- W sumie to ja też, ale obejrzyjmy do końca.
I zostali obejrzeć. Wygrał Chris... Potem zapanowała cisza. Jagang i Chris rozeszli się, a Valdo i Tovia ruszyli w stronę następnych drzwi.

DOPADNĘ CIĘ SAŁATKO!

Te trzy słowa rozbiły się w głowie Valdo.

Sałatki, sałatki
Dodaj Valdusia gatki
Pomidor i marchewka
Do grobu książeczka

„Znowu” pomyślał wsłuchując się w wierszyk.... Kto robi mu cały czas na złość?! Spojrzał na Tovię, która otwierała drzwi.
- Wiesz co?
- Co?
- Te kobry były ładne.
- To było chyba dwa pokoje temu!
- Ale i tak uważam, że były ładne.
„Dobrze, że przestał o sałatce”
- A jakie sałatki najbardziej lubisz? Bo ja owocowe... takie gdzie jest kiwi, pomarańczka, jabłko i mandarynka....
- Taaa? Super....
- W dalszym ciągu nie mogę zrozumieć jak można mieszać marchewkę i pomidor... Nie to, że nie lubię marchewki czy pomidora... Oczywiście, że lubię... w końcu zdrowa żywność... Ale chodzi o połączenie. Bo kto by to jadł? Co innego kanapka z pomidorem.... to rozumiem. Ale marchewka i pomidor?! Przecież to nawet w parze nie idzie! No... może kolorystycznie pasują, ale i tak połączenie jest do bani.
- Przepraszam, że przerywam wykład, ale czy możemy iść dalej?
- Jasne, że tak... Ja chciałem tylko powiedzieć....
- ..... że nie lubisz sałatki z marchewki i pomidora....
- Właśnie.
Weszli w końcu do pokoju o zielonych ścianach.... stoliku jak w szkole i tablicy na której było napisane po elficku:

(Sorry, ale po elficku tego nie napiszę więc od razu daję tłumaczenie)

Dopadnę cię!

Valdo podszedł do stolika na którym leżały książki i zeszyty z notatkami.... Chciał zobaczyć czy mają właściciela. Otworzył książkę i zobaczył podpis Alex.
- Po co ty jej szukasz? Może jej jest tu dobrze? – spytała
- Bo ma mi pomóc w podbijaniu świata.
- No chyba, że tak...
Pochodzili jeszcze trochę po czym usiedli... Podleciały do nich dwa kubki i jeden czajnik z gorącą herbatą. Oboje trochę dostali i czajnik wyparował. Napili się niezatrutej herbatki i nagle na tablicy pojawił się następny napis :

Już niedługo!

Tovia i Valdo ruszyli do następnych drzwi... Valdo bał się coraz mniej... Wszystko było dostosowane do potrzeb Alex. Może te wszystkie szepty, obrazy, napisy to marne żarty? Alex miała t salę do nauki, a następny pokój okazał się biblioteką. Wysokie półki sięgały sufitu, a żeby dostać się do najwyższej półki trzeba było użyć drabiny.
Stwierdzili, że nic tu po nich i przeszli do następnego pokoju, który w ich wyobrażeniu był sypialnią Alex. Ale gdy otworzyli drzwi rozczarowali się. Po ścianach ponownie ściekała krew, na podłodze też było jej pełno. Valdo pisnął tak, że Tovia podskoczyła.
- Co znowu?
- Ten obraz – załkał Valdo – Ten z sałatką.
- Gdzie?
Valdo pokazał część ściany na której nie było krwi. Tovia się jakoś nie przeraziła. Bardziej martwił ją fakt, że w pokoju pełnym krwi nie ma drzwi. W końcu Alex musiała jakoś wychodzić z krwawego pokoju. Tovia spojrzała na brata zapatrzonego w obraz.
- Tom...
- Cio? – spytał płaczliwie
- Sprawdź czy za obrazem czegoś nie ma.
Valdo jak dziecko pokiwał na nie.. sama musiała sprawdzić, ale za obrazem nic nie było. Żadnych drzwi, żadnej klapy....
- Jak stąd wyjdziemy? – spytał
- Nie mam zielonego pojęcia.
Valdo klapnął na zakrwawioną podłogę i.....i dostrzegł klapę! Podszedł do niej i podniósł.. Drabina schodziła dół.
- Jest jakaś klapa – oznajmił triumfalnie.
Zeszli na dół. Do tego pokoju też spływała krew. Teraz nawet Tovia słyszała cichą muzykę, a w zasadzie nucenie Alex. Ciche lecz wyraźne.

When Valdo deserved to die

Słowa zmienione :

I won’t cry

Valdo stwierdził, że takie rzeczy są dla Alex normalne i chce ich tylko nastraszyć.. Tovia była chyba tego samego zdania, bo dziarski ruszyła przed siebie. Valdo dopiero teraz zorientował się, że cały czas słyszał głos Alex. To jej głos go prześladuje.... Może on ma obsesję... Albo jest opętany?
Tovia znalazła tylko drzwi... Valdo ruszył za nią. Następny pokój był już czysty... Ani kropelki krwi... Cichy korytarz oświetlony posągami węży. Rodzeństwo usłyszało jak ktoś biegnie, bardzo szybko, ucieka przed nimi... Może Alex?

Jesteś już tak blisko... No chodź... Ile można czekać? Prędzej! Już cię prawie mam! Jeszcze....

- Słyszałaś to?
- Nie....
No cóż.... On chyba ma na serio problem skoro słyszy głos drugiej siostry. Tyle, że jej głos był coraz bardziej... jakby to powiedzieć... sykliwy? Niech będzie.... sykliwy. On chce znaleźć tylko siostrę! Szli cały czas korytarzem. Wydawało się, że nie ma końca. Aż doszli do pomieszczenia gdzie była lekka, zielona poświata.. W pokoju było ślicznie. Z początku wydawało się, że pokój był pusty, ale po dokładnym przyjrzeniu się człowiek orientował się, że na podłodze wije się z tysiąc węży, które na widok ludzi rozstąpiły się. Ruszyli drogą nie pokrytą gadami. Doszli do małych drzwiczek na końcu. Otworzyli je i weszli. Stanęli na środku pokoju. Usłyszeli trzaśnięcie drzwi.
- Już nie wyjdziesz – mruknęła Tovia i sykiem przywołała dwie anakondy, które oplotły sztywno Valdzia, lecz tak by go nie udusić.
- Tovia, zgłupiałaś? – odpowiedzi nie otrzymał... Przed nim wyrosła.... ALEX?!
- Hej!- przywitała się – Wreszcie cię dopadłam.... Ostrzegałam, nie słuchałeś...
- Nic nie rozumiem – mruknął Valdo
- Czy to ty jesteś tym ,który układał tak doskonałe intrygi?! Skoro tak to czemu nie zorientowałeś się w tak małym spisku?! Chcesz, żebym ci wytłumaczyła? Proszę bardzo. Tovia miała cię do mnie doprowadzić w nienaruszonym stanie, żebym cię mogła zabić. Nie chciałam, żebyś ginął z rąk Anki czy Mike’a...
- Mike’a?
- No... ten potwór o głowie Anki, ciele dinozaura i czegoś smoka i pająka... Dokładnie nie pamiętam. Choć w każdym razie to był zmutowany Mike... Chodziło tylko oto, żeby doprowadzić ciebie do mnie. Tyko o to! No... i teraz cię zabiję! Możesz mieć jeszcze jakieś pytanie czy życzenie, nie wiem co tam się w filmach mówi.
- Dlaczego?
- Co „dlaczego”?
- Dlaczego chcesz mnie zabić?
Alex uniosła oczy ku górze.
- Jezu! – mruknęła do siebie, po czym powtórzyła pytanie – „Dlaczego?” Powiem ci dlaczego... Bo mnie torturowałeś, nigdy nie chwaliłeś i zawsze poniżałeś. A na sam koniec... Rujnowałeś mi życie! Robiłeś wszystko, żebym miała gorzej niż miałam.
- Wcale nie.
- Jak nie jak tak?
Alex wyciągnęła różdżkę, żeby rzucić zaklęcie śmiercionośne, anakondy ułożyły się tak, żeby nie oberwać. I z ust Alex wydobyły się te dwa śmiertelne słowa:
-WSTAWAJ LENIU! BO NIE WIEM CZY ROBIĆ TĄ HERBATĘ CZY NIE!
Valdo poczuł jakiś ciężar na żołądku. Otworzył oczy. Był u siebie w pokoju, a Alex siedziała mu na brzuchu.
- Zejdź ze mnie! – syknął na nią
- To chcesz herbatę czy nie?
- Chcę tylko ze mnie zejdź! Która godzina?
- Jedenasta. Chciałam ci przypomnieć, że o dwunastej masz spotkanie z Ministrem...


Koniec


skomentuj (4)